Matcha i joga – dobrana para

Style i zwyczaje sprzed lat nieustannie wracają do łask. W imię powrotu do korzeni coraz chętniej sięgamy do naprawdę wiekowych tradycji. Zmieniamy je w elementy popkultury; i choć dalej skrywają solidne zaplecza w postaci historii czy filozofii, ich obecność we współczesnym świecie wydaje się naturalna i aktualna.

 

 

MODY, KTÓRYM NIE GROZI PRZEMINIĘCIE

Matcha jest bez dwóch zdań modna – budzi zainteresowanie w coraz różnorodniejszych środowiskach, szybko rozprzestrzenia się po kawiarniach i sklepach. Importujemy z Japonii pstrokate słodycze o smaku matchy, dosypujemy ją do „superfoodowych” koktajli, a filiżanka zielonej latte stanowi dobry element wizerunku w internecie. Choć herbata utrzymuje silną pozycję w nowoczesnym wydaniu, niezmiennie pozostaje też częścią archaicznej kultury, którą była pierwotnie na Wschodzie.

Podobnie od długiego czasu jest z jogą. Szkoły się mnożą, organizują kursy, warsztaty wyjazdowe na łono natury i weekendowe ćwiczenia w miejskich parkach. Na rynku dostępne są maty i stroje we wszystkich kolorach tęczy, a wśród instruktorów zdarzają się jogini-celebryci. Mimo XXI-wiecznego kontekstu, joga pozostała tym, czym była u zarania – praktyką rozwoju duchowego.

Modom takim jak te nie grozi na szczęście przeminięcie. Zapoczątkowują one w ludziach zmiany, z których nie rezygnuje się jak z przeterminowanych trendów. Co więcej, zaskakująco dobrze łączą się ze sobą! Choć matcha i joga nie mają wspólnych korzeni w historii i wywodzą się z różnych miejsc na mapie, posiadają cechy uzupełniające się nawzajem w sposób nadzwyczajny.

 

 

HISTORIA

Zielona herbata pojawiła się w Japonii pod koniec XII wieku. Przywędrowała z Chin wraz z buddyjskimi mnichami, dla których była nieodłączną częścią Zen. Zaczęto używać jej w wersji sproszkowanej i narodziła się ceremonia parzenia herbaty – chadō (dosłownie „droga herbaty”). Matcha zwiększała uważność mnichów, pomagała im zachować przytomność umysłu i ułatwiała wejście w stan spokoju – wszystkie te czynniki są do dziś ważne tak podczas medytacji, jak i herbacianej ceremonii, która jest jej niecodziennym rodzajem.

Termin „joga” odnosi się z kolei do całego systemu filozofii indyjskiej zajmującego się porozumieniem ducha z ciałem. Jego najstarsze ślady datowane są na 2300-1500 r. p.n.e. i pochodzą z doliny Indusu. Popularne dziś rodzaje jogi, oparte o pozycje ciała zwane asanami, kontrolę oddechu i techniki oczyszczania, to m.in. hatha, vinyasa czy ashtanga. Na Zachód dotarły „przed chwilą”, bo w połowie XIX wieku.  Obie praktyki są silnie związane z medytacją.

 

 

MATCHA I JOGA – DOBRANA PARA

Matchę uciera się wyłącznie z najmłodszych listków krzewu herbacianego, w których nagromadzona jest energia życiowa potrzebna do wzrostu. A razem z nią ogrom wartości odżywczych! Nie bez znaczenia jest też fakt, że krzewy osłania się w końcowej fazie od słońca, co dodatkowo kumuluje w nich dobroczynne substancje. Przygotowując później czarkę matchy sproszkowane liście spożywamy w całości, przyswajając kilkukrotnie więcej wartości niż w przypadku herbacianego naparu. Należy jedynie pamiętać, by nie zalewać matchy wodą o temperaturze powyżej 80 stopni Celsjusza, która może zaszkodzić zawartym w niej substancjom (oraz niekorzystnie wpłynąć na smak).

Zawarta w matchy kofeina, której stężenie wynosi około 30 mg na 1 g, uwalniana jest stopniowo – wysoka zawartość aminokwasów (przede wszystkim L-teaniny) oraz antyoksydantów spowalnia rozkład jej cząsteczek i sprawia, że zastrzyk energii nie jest gwałtowny jak w przypadku kawy. Płynne uwalnianie długotrwale pobudza organizm nie dezorientując umysłu. Dzięki temu przez kilka godzin działamy na pełnych obrotach, zarówno jeśli chodzi o siły witalne, jak myślenie i koncentrację.

Ta kombinacja efektów czyni z matchy idealną towarzyszkę dla jogi. Z jednej strony to w końcu sport, który wymaga sprawności fizycznej; z drugiej – praktyka bliska medytacji, gdzie kluczowe jest skupienie oraz popularna ostatnio uważność (ang. mindfullness). Warto je łączyć, umożliwiając im pomaganie sobie nawzajem. W parze z czarką herbaty joga będzie przynosić lepsze efekty, a doskonaląc się w niej z czasem będziemy się stawać coraz większymi ekspertami w kwestii matchy – parzenie jej w domu będzie naszą małą ceremonią.

 

Matcha frappe

Jak radzić sobie z upałami? Gęsty i kremowy milkshake z matchą idealnie orzeźwi zmęczony gorącem organizm, a także odżywi go i naenergetyzuje. To zdrowsza i smaczniejsza alternatywa dla frappe – mrożonej kawy z lodami i bitą śmietaną.

Matcha frappe

2 porcje

Składniki:

  • 300 ml pełnotłustego mleka
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżeczki matchy codziennej, lekko czubate
  • duża garść kostek lodu
  • opcjonalnie: bita śmietana do podania

Instrukcje przygotowania:

Umieść wszystkie składniki w naczyniu blendera i miksuj na najwyższych obrotach przez kilka minut, aż napój będzie gęsty i kremowy. Podawaj w wysokich szklankach, udekorowane bitą śmietaną jeśli masz ochotę.

 

Dwukolorowa matcha z pomarańczą

Zielona herbata powinna być stałym elementem w diecie każdego dbającego o zdrowy tryb życia. Mimo codziennego stosowania – mamy nadzieję! – nie zapominajcie o niej również przy specjalnych okazjach. Matcha świetnie sprawdza się jako składnik eleganckich drinków. Dziś proponujemy prosty letni napój podany w niezwykle efektowny sposób.

Dwukolorowa matcha z pomarańczą

2 porcje

 

Składniki:

  • 350 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • 2 płaskie łyżeczki matchy tradycyjnej lub codziennej
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • 300 ml zimnej wody

Instrukcje przygotowania:

Rozlej sok z pomarańczy do dwóch szklanek. Matche wymieszaj z cukrem i wodą, aż dokładnie się rozpuszczą (na przykład przy użyciu szklanego shakera do matchy). Przygotuj zwykłą metalową łyżeczką. Włóż ją do pierwszej szklanki, poziomo i do góry nogami, dotykając ścianki, ale nie znajdującego się w szklance soku. Bardzo powoli wlewaj matchę na tył łyżeczki, podnosząc ją wyżej na ściance kiedy poziom napoju również będzie się podnosił. Dzięki temu matcha i sok nie wymieszają się ze sobą. Powtórz z drugą szklanką. Podawaj od razu, mieszając zawartość szklanek słomką przed wypiciem.

Bezalkoholowy szprycer z matchą

Lato oficjalnie nadeszło! A razem z nim rozpoczął się czas orzeźwiających drinków. Jako pierwszy serwujemy w tym roku szprycer z matchą, sokiem jabłkowym i limonką. Jest swego rodzaju wyrafinowanym kuzynem lemoniady. Nie zawiera alkoholu, więc można cieszyć się nim od samego rana!

Bezalkoholowy “szprycer” z matchą

2 porcje

 

Składniki:

  • 300 ml tłoczonego soku jabłkowego
  • 2 ½ łyżeczki matchy tradycyjnej lub codziennej
  • 2 łyżki syropu klonowego
  • mała szczypta soli
  • 1 limonka
  • 2 kostki lodu
  • 400 ml gazowanej wody

 

Instrukcje przygotowania:

W naczyniu blendera umieść sok jabłkowy, matchę, syrop klonowy i sól. Miksuj na wysokich obrotach przez minutę, a następnie rozlej do dwóch szklanek. Przepołów limonkę, wyciśnij odrobinę soku z jednej połówki do jednej szklanki, a z drugiej do drugiej, a same połówki następnie wrzuć do szklanek. Razem z nimi dorzuć po jednej kostce lodu. Dopełnij szklanki wodą gazowaną, wymieszaj każdego drinka słomką i podawaj.

 

Wegańskie lody z matchą

Wraz z nadejściem gorącej wiosny rozpoczął się wreszcie sezon lodowy! Ale czy próbowaliście już w tym roku przygotować lody samodzielnie w domu? Wykonane własnoręcznie smakują lepiej niż w najznakomitszej lodziarni. A do tego można dostosować je do własnych dietetycznych wymogów i upodobań. Na przykład ukręcić partię na bazie mleka kokosowego zamiast śmietany – w pełni roślinną!

Wegańskie lody z matchą

Składniki:

  • 1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
  • 4 płaskie łyżeczki matchy tradycyjnej
  • 1 płaska łyżka skrobii ziemniaczanej
  • niecałe pół szklanki drobnego cukru
  • 2 łyżki syropu klonowego
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • szczypta soli

Sposób przygotowania:

Matchę przesiewamy razem ze skrobią do miseczki i roztrzepujemy z odrobiną mleka kokosowego, tak aby nie było żadnej grudki. Dodajemy do naczynia z resztą mleczka, cukrem, syropem klonowym, ekstraktem waniliowym i szczyptą soli. Wszystko razem dokładnie mieszamy, aż do rozpuszczenia cukru. Próbujemy mikstury – ma mieć intensywny smak matchy i być odrobinę zbyt słodka (po zmrożeniu słodycz jest znacznie mniej odczuwalna). Przelewamy do schłodzonej misy maszyny do lodów i postępujemy zgodnie z instrukcjami producenta. Zmrożoną masę przekładamy do pudełka i chowamy do zamrażarki jeszcze na kilka godzin.

Lody można przygotować też bez maszyny, wówczas masę mrozić w pojemniku i mniej więcej co pół godziny miksować.

Matcha affogato

 

Zielona wersja prostego włoskiego deseru – kulki lodów skąpanej w mocnym espresso. Kawę podmieniamy na gęstą matchę, której intensywny smak powoli miesza się z delikatnymi lodami. Niezapomniane doznanie gwarantuje tu także zestawienie gorącego i zimnego, łączących się na podniebieniu w rozkoszną całość.

 

Matcha affogato

2 porcje

Składniki:

  • 2 płaskie łyżeczki matchy tradycyjnej
  • 80 ml przegotowanej wody, przestudzonej do temperatury 80 stopni
  • 2 gałki lodów waniliowych

Sposób przygotowania:

Zaparz „espresso” z matchy, dokładnie roztrzepując herbatę z wodą (przy pomocy bambusowej miotełki lub automatycznego spieniacza do mleka). Mieszanka powinna być intensywnie zielona i gęsta. Nałóż lody do dwóch filiżanek, polej matchą i podawaj od razu.

 

Jak powstają najlepsze chaseny w Japonii

 

Wyczekuję tego dnia od samego początku mojej podróży po Japonii. Wyjechałam z miasta już ponad pół godziny temu, według mapy lada moment powinnam być na miejscu. Chwilę krążę między porozrzucanymi po okolicy gospodarstwami, kilka razy muszę zawrócić, w końcu trafiam. Rozpoznaję na bramie skomplikowany znak kanji z nazwiskiem, poprzedniego wieczora starałam się go nauczyć. Gospodarz wita mnie i prowadzi do środka. Przechodzimy przez ogród, w którym leży stosik ściętych drzew bambusowych, za domem widzę kilka rzędów prywatnych krzaków herbaty. Zanim przejdziemy do tego co zaplanowane, wręczam mu omiyage, podarunek z podróży. Przywiozłam oczywiście między innymi naszą matchę z Polski.

Siadam przy stoliku i podziwiam wszystko, co otacza mnie w tym wnętrzu. On dołącza do mnie za chwilę z koszykiem ciastek, nad którymi zamienimy parę słów o tym, co nas czeka. Do tego herbata, której zapach i smak wprawiają mnie w zachwyt. Jest wczesny maj, może być świeża, tegoroczna! Pytam, czy to z własnych zbiorów.

– Cieszę się, że ci smakuje! I mam dobrą wiadomość. To matcha, którą przywiozłaś nam w prezencie. Znasz jej smak, a ja chciałem zobaczyć jak dostrzegasz różnicę. Dzięki temu rozumiesz już o co chodzi w mojej pracy, a nawet jeszcze nie zaczęliśmy!

Siedzimy w salonie pana Juna Tanimura, przedstawiciela dwudziestego pokolenia w rodzinie najstarszych wytwórców chasenów w Japonii. Ich zakład od pięciuset lat działa w rejonie Takayama w prefekturze Nara, skąd pochodzą dziś wszystkie rzemieślniczo strugane chaseny w kraju. Jestem tu, by dowiedzieć się jak powstają.

 

 

Chasen (jap. 茶筌) to wykonana z pojedynczego kawałka bambusa miotełka, którą spienia się matchę podczas ceremonii parzenia herbaty. To jasne, że używając nieświeżej matchy nie osiągnie się dobrych rezultatów, nawet jeśli roztrzepie się ją najwyższej jakości chasenem. Ale dzisiaj mam zdać sobie sprawę, że działa to trochę w dwie strony. Można korzystać z najlepszej herbaty w Japonii, ale bez równie dobrego chasena nie wyciągnie się z niej całego bogactwa smakowego.

Wprawionemu rzemieślnikowi zrobienie jednego chasena zajmuje mniej więcej trzy godziny. W normalny dzień pracy zakład pana Tanimura wykonuje około trzydziestu sztuk. Zapotrzebowanie jest duże, mimo że nie współpracują z marketami – produkują chaseny tylko dla instytucji związanych z ceremonią parzenia herbaty, oraz na specjalne zamówienia indywidualne.

 

Idziemy do warsztatu, po drodze znów mijając leżące w ogrodzie drzewa. Pierwszy i najważniejszy krok w tworzeniu chasenów to zdobycie materiału – zdrowego bambusa o odpowiedniej średnicy. Wykorzystuje się jego różne odmiany, w zależności od rodzaju trzepaczki (który zależy z kolei od szkoły ceremonii herbacianej). Co ciekawe, chaseny w ciemnym kolorze wykonuje się dziś z drewna malowanego, nie różnią się więc ceną od tych naturalnych. W przeszłości były one jednak produktami bardzo luksusowymi. Ciemnej barwy nabierał bowiem tylko bambus “wędzony” w dymie nad irori (tradycyjnym paleniskiem w starych japońskich domach) przez minimum sto lat. Postęp technologiczny i nowa architektura ograniczyły zasoby tego (powstającego kiedyś mimochodem) surowca.

 


 

Świeże drzewa z których mają powstać chaseny powinny być w wieku około trzech lat. Po ścięciu obgotowuje się je w celu usunięcia oleju i zabrudzeń, a następnie, na przełomie stycznia i lutego, rozkłada na uśpionych polach ryżowych, gdzie lodowate wiatry hartują je i wybielają ich naturalną zieleń. Później odkłada się je na dwu- lub trzyletnie leżakowanie, podczas którego drewno suszy się, dojrzewa i nabiera jasnobursztynowej barwy.

Choć do wystrugania jednego chasena potrzebne jest tylko piętnaście centymetrów drewna, z jednego drzewa zwykle udaje się uzyskać trzy, maksymalnie cztery dobre kawałki. Chodzi o umiejscowienie sęku (a dokładniej: węzła) bambusa, czyli wybrzuszone łączenie. Musi znajdować się na precyzyjnie wymierzonej pozycji. Nie ma jednak mowy o marnotrawstwie – z pozostałego drewna pan Tanimura wytwarza inne narzędzia – chashaku (łyżeczkę) i hishaku (“chochlę” do nabierania wody), ale też zwykłe wazony i ozdoby.

Przygotowany pod chasen kawałek bambusa w górnej połowie opiłowuje się lekko bokiem noża. Zmiękcza to jego powierzchnie i ułatwia pracę. Następnie należy naciąć go od góry na pół (tylko na poziomie górnej, opiłowanej części), dalej na cztery, a w końcu na szesnaście odgałęzień o grubości około czterech milimetrów. Uważnym, ale zdecydowanym ruchem odchyla się wszystkie na zewnątrz.

 


 

Każde odgałęzienie należy następnie naciąć między skórką a miąższem – granicę między nimi widać na zdjęciu, miąższ to wewnętrzna jasna część, którą po oddzieleniu łatwo oderwać. Zostaje tylko cienka, ciemniejsza skórka. Tę należy nacinać dalej, tym razem poprzecznie i gęsto. Powstają igiełki ho, których jest zazwyczaj około stu (w zależności od rodzaju miotełki od szesnastu do stu sześćdziesięciu). Drewno bambusowe jest włókniste i łatwo rozwarstwia się na pojedyncze pasemka, ale nacinanie wymaga czasu i precyzji.

Górną połowę, już pociętą, moczy się następnie w gorącej wodzie, żeby ją uelastycznić. Po około godzinie, pasma ho kładzie się na drewnianej matrycy i ściera od wewnątrz nożykiem, żeby igiełki były jeszcze cieńsze, szczególnie przy końcówkach. A później ręcznie, przy użyciu tego samego ostrza, podwija się je do środka. Ten etap wymaga szczególnej wprawy. Drewno musi być na tyle cienkie, by osiągnęło odpowiednią giętkość, a zarazem na tyle grube, by zachować trwałość. Rzemieślnik robi to na wyczucie, a umiejętność znalezienia złotego środka zawdzięcza długim latom wytrwałej praktyki oraz doświadczeniu przekazywanemu od pokoleń.

 

Teraz każdą igiełkę po kolei opiłowuje się z boków, żeby do jej długich, ostrych krawędzi nie przyczepiała się sproszkowana herbata. To już jeden z ostatnich etapów. Chasenowi brakuje jeszcze nitki. Za jej pomocą oddziela się zewnętrzny rząd ho (połowę igiełek), a po związaniu, nadaje się im ostateczny kształt. Wewnętrzny rząd zaś ukręca się palcami, zwijając ho w skręcony szpic, który w miarę użytkowania będzie się otwierał jak dojrzewający kwiat. I już można grzać wodę na herbatę… Dokładniejsze przyjrzenie się całemu procesowi jest możliwe dzięki nagranemu w pracowni filmowi.

 
Na pytanie jak długo posłuży taki chasen, pan Tanimura odpowiada wymijająco. Istnieje wiele teorii na ten temat, słyszałam nawet, że niektórzy korzystają z jednego tylko trzy razy – wydawało mi się to nieuzasadnione, okazuje się, że słusznie. Siedzący koło mnie ekspert twierdzi, że w jego rękach każdy chasen działa bezbłędnie przez mniej więcej pół roku codziennego użytkowania. Nie ma na to jednak reguły, wystarczy obserwować sytuację i zamienić chasen na nowy w momencie, kiedy aktualny przestanie spełniać swoją funkcję.

 

Twoja ręcznie spieniona czarka matchy będzie smakować dziś lepiej niż do tej pory, mam rację?
 

Matcha cheesecake z malinami

 

Oto deser, dzięki któremu matchę poznały (i pokochały!) niezliczone podniebienia poza Japonią. W ostatnich latach było o nim coraz głośniej w wielu krajach, aż w końcu dotarł z powrotem do ojczyzny herbaty, gdzie także zyskał ogromną popularność. Dziś więc jada się go niemal na całym świecie! Mowa oczywiście o serniku z matchą. Choć w naszej wersji jest on wybitnie zielony, było nam mało – dlatego wzbogaciliśmy ciasto o polewę o jeszcze intensywniejszej barwie i smaku. Matchy nigdy za wiele, prawda?

Matcha cheesecake – sernik z zieloną herbatą

tortownica o średnicy 15-20 cm

 

Składniki:

na spód

  • 100g ciasteczek digestive
  • 30g masła

na sernik

  • 580 g tłustego, mielonego twarogu
  • 50 ml śmietanki kremówki
  • 80 g cukru
  • 3 jajka
  • łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki z małą górką matchy codziennej
  • odrobina gorącej wody

na polewę

  • 1 łyżeczka matchy
  • 100 g dobrej białej czekolady
  • 30 ml śmietanki kremówki
  • + maliny do dekoracji

 

Sposób przygotowania:

Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, przycinamy obręczą, a boki formy pozostawiamy suche. Zaczynamy od przygotowania spodu. Ciasteczka miksujemy w malakserze, lub umieszczamy w porządnej foliowej torebce i miażdżymy wałkiem lub tłuczkiem. Mieszamy z roztopionym masłem. Masą przypominającą mokry piasek wykładamy dno tortownicy, dobrze ubijamy pięścią lub spodem łyżki. Chowamy do lodówki.

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Przygotowujemy nadzienie. Mikserem ubijamy twaróg ze śmietanką. Powoli mieszając (hakiem lub ręcznie, łyżką) wbijamy po jednym jajku. Dodajemy cukier, ekstrakt waniliowy i mąkę ziemniaczaną. Matchę rozrabiamy na pastę w odrobinie wody (tylko tyle, by pozbyć się grudek) i dodajemy do masy serowej. Wszystko razem dokładnie mieszamy, ale staramy się nie napowietrzyć masy, aby sernik nam nie pękał.

Schłodzoną tortownicę dokładnie owijamy w kilka warstw folii aluminiowej. Sernik będziemy piec w kąpieli, ważne więc by dobrze zabezpieczyć formę przed wodą. Zieloną masę wylewamy na ciasteczkowe dno i wygładzamy powierzchnię szpatułką. Umieszczamy formę w dużym żaroodpornym naczyniu, wypełniamy je gorącą wodą i całą konstrukcję wstawiamy do piekarnika. Pieczemy przez 15 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 120 stopni, przykrywamy sernik folią aluminiową również z wierzchu i pieczemy jeszcze około godzinę. Im większa forma, tym krócej – bardziej płaski sernik będzie gotowy szybciej. Przy wyjmowaniu, środek powinien się lekko trząść. Wyciągamy formę z wody, odstawiamy do wystudzenia, a następnie chowamy do lodówki na minimum 8 godzin (najlepiej na całą noc). Po tym czasie gorącym nożem oddzielamy sernik od ścianek formy i delikatnie ją odpinamy. Szpatułką (najlepiej także gorącą) wygładzamy brzegi.

W garnuszku przygotowujemy polewę, mieszając ze sobą wszystkie składniki do ich rozpuszczenia i połączenia. Ciasto przekładamy na paterę, oblewamy przestudzoną polewą i dekorujemy malinami.

Domowe tabliczki czekolady matcha

Niezwykle proste w przygotowaniu, a efektowne i niepowtarzalne – domowe tabliczki czekolady z matchą (czy może prościej – matchekolady!) sprawdzą się idealnie jako wyjątkowy prezent dla miłośników zielonej herbaty. Dodatki można dopasować do indywidualnych preferencji i eksperymentować z nimi w nieskończoność. Na początek proponujemy wersję z solonymi pistacjami, które świetnie współgrają z intensywnym smakiem herbaty i słodyczą czekolady.

 

Domowa tabliczka czekolady z matchą

Składniki:

  • 200 g białej czekolady*
  • 1-2,5 płaskie łyżeczki matchy codziennej (może być ciut więcej, jeśli lubimy jej wyraźny smak)
  • 50-100 g solonych pistacji (waga po wyłuskaniu)
  • lub inne wybrane dodatki

* Jak najlepszej – dobra jakość i smak czekolady mają kluczowe znaczenie dla tego przepisu. Wybierając czekoladę upewnijmy się, że w składzie ma tłuszcz kakaowy, a nie roślinne zamienniki.

Sposób przygotowania:

Przygotowujemy foremkę, w której czekolada będzie zastygać – coś trochę większego niż standardowa tabliczka. Może to być nawet keksówka lub plastikowe pudełko. Wykładamy formę papierem do pieczenia.

W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę. Kiedy będzie płynna, zdejmujemy z garnka, studzimy minutę, a następnie mieszając trzepaczką, przesiewamy do niej matchę – ilość zależna od preferencji. Warto dodać na początku mniej, potem spróbować i ewentualnie domieszać więcej, jeśli smak będzie zbyt subtelny.

Kiedy masa będzie jednolita, przelewamy czekoladę do przygotowanej foremki. Równiomiernie obsypujemy jej powierzchnię posiekanymi pistacjami (znów – ilość zależna od własnych upodobań). Częściowo mieszamy je z czekoladą, aby dokładnie się zatopiły. Inne propozycje dodatków to na przykładz suszona żurawina, pestki dyni i pyłek kwiatowy, lub wersja z jagodami goji, z podprażonymi płatkami migdałów i solą morską i z chipsami z kokosa. Dodajemy co tylko nam w duszy gra! Można też nie dodawać nic, czekolada z matchą sama w sobie jest pyszna.

Udekorowaną czekoladę odstawiamy do zastygnięcia na min. 4-5 godzin, ale nie do lodówki (za duża różnica temperatur może sprawić, że na czekoladzie zrobi się nieestetyczny nalot, albo że się zwarzy). Gotową tabliczkę kroimy w kostki, lub ładnie pakujemy i dajemy komuś w prezencie!

Spodobał Ci się ten wpis?

Zapisz się do naszego newslettera i bądź zawsze na bieżąco!

Wegański sernik z matchą

Składniki na masę „serową”

  • 1 – 1,5 szklanki namoczonych nerkowców ( mocz 8-10 godzin, zmień wodę dwa razy )
  • 1 dojrzałe, miękkie awokado
  • 1 łyżka herbaty matcha codziennej lub tradycyjnej
  • 2 łyżki dowolnego słodzika np. transparentnego syropu z agawy
  • niecała 1/2 szklanki soku z limonki
  • szczypta soli morskiej
  • 1/2 szklanki oleju kokosowego tłoczonego na zimno, podgrzanego do płynnej konsystencji

Składniki na spód – biszkopt

  • 1/2 szklanki świeżych lub namoczonych suszonych daktyli
  • 1/2 szklanki mąki kokosowej
  • 1/2 szklanki mąki migdałowej
  • Składniki do jadalnej  dekoracji
  • 1 łyżka surowych i niesolonych pistacji
  • płatki róży

Sposób przygotowania:

Zaczynamy od przygotowania spodu. Jeśli używamy namoczonych daktyli, wyciśkamy z nich dokładnie nagromadzoną wodę. Świeże daktyle wystarczy zmiksować blenderem ręcznym, aby przypominały pastę. Dodajemy do nich obie mąki i mieszamy. Zagniatamy przy pomocy dłoni, a następnie wylepiamy „ciastem” spód tortownicy.

Nerkowce miksujemy blenderem ręcznym na kremową pastę. Tak samo (osobno) robimy z awokado i dopiero na koniec łączymy oba składniki i razem miksujemy blenderem ręcznym. Dodajemy sok z limonki, agawę, sól morską i herbatę matcha, miksujemy. Na koniec wlewamy olej kokosowy i miksujemy jeszcze kilka minut, zataczając ręką koła.

Gotową masę „serową” przelewamy na spód w tortownicy. Na wierzchu kładziemy posiekane pistacje. Wstawiamy „sernik” do zamrażarki na 8 – 10 godzin. Wyjmujemy do temperatury pokojowej godzinę przed podaniem, aby ciasto odtajało. Wierzch dekorujemy płatkami róż.

Smacznego!

Przepis: viandraw.pl

 

luk mod